Holandia: rekordowe efekty w ratowaniu ludzi z zatrzymaniem krążenia

27 lis 2013 r.

Fot. Shutterstock

W razie nagłego zatrzymania krążenia poza szpitalem największe szanse na uratowanie życia są w Holandii. Na ulicy, w banku lub centrum handlowym udaje się tam uratować prawie co czwartą osobę. Średnia w Europie nie przekracza 7 proc.

Nagłe zatrzymanie krążenia, do którego dochodzi poza szpitalem, wciąż jest w zasadzie wyrokiem śmierci. W Europie udaje się uratować zaledwie 7 proc. tych osób, którym się to przytrafiło. I od wielu lat nie udaje się tego zmienić. Wyjątkiem są Holendrzy, którzy mają najlepsze na świecie efekty w ratowaniu ludzi z nagłym zatrzymaniem krążenia.

Najczęstszym powodem nagłego zatrzymania krążenia jest migotanie komór i częstoskurcz komorowy. Serce traci wtedy zdolność pompowania krwi, chory traci przytomność, a na jego uratowanie pozostaje jedynie kilka minut. Karetka zwykle nie zdąży przyjechać, żeby go uratować.

Jedynym sposobem na ratunek jest natychmiastowa akcja reanimacyjna, przede wszystkim należy przeprowadzić masaż serca. Jeszcze lepsze efekty daje defibrylacja zdolna przerwać migotanie komór dzięki impulsowi elektrycznemu, jaki wysyła przeznaczony do tego aparat (tzw. defibrylator). Jeśli zostanie on użyty w ciągu 3 minut od zatrzymania krążenia, jest 75 proc. szans na uratowanie chorego. Wystarczy przyłożyć elektrody do klatki piersiowej.

Takie aparaty coraz częściej są instalowane w miejscach publicznych, ale nadal rzadko są pod ręką w razie nagłej sytuacji. Wiele osób w ogół nie wie, jak wyglądają i do czego służą, inni boją się ich użyć.

Holendrzy rozwiązali ten problem tworząc w ciągu pięciu lat nieformalne ośrodki na terenie kraju, wyposażone w defibrylatory, w których dyżurują przeszkolone w reanimacji osoby. W razie nagłego zatrzymania krążenia po telefonicznym wezwaniu są w stanie dotrzeć do chorego w ciągu zaledwie 7 minut i 49 sekund (w tym czasie chory otrzymuje pierwszy impuls elektryczny). W Holandii karetka pogotowia jest w stanie przyjechać do chorego nie wcześniej niż po 12 minutach i 18 sekundach.

Znaczne przyspieszenie udzielania w ten sposób pomocy sprawiło, że w Holandii średnio udaje się uratować 23 proc. osób z nagłym zatrzymaniem krążenia. Najlepsze efekty osiąga się u pacjentów z migotaniem komór: u 42 proc. z nich udaje się przywrócić krążenie krwi. W 2006 r. można było uratować 18 proc. chorych z zatrzymaniem krążenia i 32 proc. tych z migotaniem komór.

Nikomu na świecie nie udało się osiągnąć choćby zbliżonych wyników. Toteż holenderski system próbują wykorzystać inne kraje. Jego twórcą jest dr Martin Smeekes, dyrektor pogotowia ratunkowego regionu północnej Holandii. To on pierwszy wpadł na pomysł, żeby wspomóc pogotowie przeszkolonymi i dyżurującymi wolontariuszami, którzy w każdej chwili są gotowi dotrzeć do chorego trzymając w ręku walizką z defibrylatorem.

W północnej Holandii, gdzie system ten rozwinięto najwcześniej, jest 600 punktów ratunkowych wyposażonych w defibrylatory, w których dyżuruje ponad 5 tys. przeszkolonych osób.

Zbigniew Wojtasiński (PAP) zbw/ mrt/


comments powered by Disqus

Nasz serwis używa cookies. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym i że wyrażasz zgodę na ich używanie. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w swojej przeglądarce. Więcej o plikach cookies w Polityce prywatności

PUBLIC !!