Popularne metody rzucania palenia nie są groźne dla serca

15 gru 2013 r.

Fot. Shutterstock

Trzy popularne metody wykorzystywane w terapii nałogu tytoniowego nie zwiększają ryzyka zawału serca, udaru mózgu ani zgonu z powodu innych chorób układu krążenia - informuje pismo "Circulation". Jedna z nich, według najnowszych badań, chroni wręcz ten organ.

Naukowcy z Uniwersytetu Stanford (USA) i Uniwersytetu w Ottawie (Kanada) przeanalizowali 63 różne badania z całego świata, którymi objęto łącznie 30,5 tys. osób. Interesowały ich skutki uboczne stosowania terapii antynikotynowych, a przede wszystkim ich potencjalnie negatywny wpływ na serce. Skupili się na trzech najczęściej stosowanych rodzajach terapii: nikotynowej terapii zastępczej w postaci gum i plastrów, terapii lekiem zawierającym wareniklinę, którego substancja czynna łączy się z receptorami nikotynowymi w mózgu, zmniejszając intensywność głodu nikotynowego i łagodząc objawy odstawienia oraz terapii środkiem przeciwdepresyjnym zawierającym chlorowodorek bupropionu.

Analiza wykazała, że stosowanie żadnej z tych metod nie spowodowało wzrostu częstości wystąpień zawału serca ani innych niekorzystnych zdarzeń sercowo-naczyniowych. Przeciwnie - naukowcy odkryli, że przyjmowanie leku z chlorowodorkiem bupropionu może działać ochronnie, zapobiegając poważnym zdarzeniom sercowym.

„Nie ulega wątpliwości, że korzyści płynące z rzucenia palenia przewyższają potencjalne ryzyko wynikające z wymienionych terapii odwykowych” - mówi dr Edward J. Mills, główny autor badania.

Jak podaje American Heart Association, zaprzestanie palenia tytoniu wiąże się z wyraźną poprawą zdrowia układu sercowo-naczyniowego, wydłużeniem życia i poprawą jego jakości oraz zmniejszeniem wydatków na opiekę zdrowotną.

Mills przypomina, że nikotynowa terapia zastępcza, czyli popularne plastry lub gumy z pewną zawartością nikotyny, oskarżana jest ostatnio o nasilanie drobnych dolegliwości sercowych, takich jak przyspieszone lub nieregularne bicie serca. „Jednak są to dość błahe dolegliwości, w gruncie rzeczy niezagrażające pacjentom i przechodzące samoistnie po pewnym czasie" - uważa naukowiec. Dodaje zarazem, że najczęściej pojawiają się one u osób, które stosują nikotynową terapię zastępczą jednocześnie nadal paląc papierosy, co jest zdecydowanie złym pomysłem.

„Oczywiście jest możliwe, że niektóre choroby powiązane z terapią antynikotynową mogą być czynnikiem ryzyka. Dlatego pacjenci powinni indywidualnie omówić ze swoim lekarzem wszystkie kwestie typu: historia palenia, występowanie chorób przewlekłych itp.” - podkreśla Mills. (PAP) kap/jjj/


comments powered by Disqus

Nasz serwis używa cookies. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym i że wyrażasz zgodę na ich używanie. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w swojej przeglądarce. Więcej o plikach cookies w Polityce prywatności

PUBLIC !!