Obniżenie tempa bicia serca przedłuża życie ludzi z chorobą wieńcową

6 wrz 2013 r.

Fot. Shutterstock

Obniżenie spoczynkowego tempa bicia serca poniżej 70 uderzeń na minutę może przedłużyć życie pacjentom ze stabilną chorobą wieńcową – powiedzieli specjaliści podczas zakończonego niedawno w Amsterdamie kongresu Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC).

Częstość rytmu serca jest ważnym czynnikiem ryzyka u pacjentów z chorobą wieńcową. Wciąż nie ma jednak dostatecznych danych, które by potwierdzały, że podobnie jest w przypadku tzw. stabilnej choroby wieńcowej.

Wątpliwości na ten temat mają wyjaśnić badania o nazwie CLARIFY (prospeCtive observational LongitudinAl RegIstry oF patients with stable coronary arterY disease), które rozpoczęto w latach 2009-2010 i potrwają do 2015 r. "To największe tego rodzaju badanie, objęto nim ponad 33 tys. pacjentów w 47 krajach całego świata, w tym również w Polsce" – powiedział w rozmowie z PAP prof. Michał Tendera.

W badaniach uczestniczą chorzy, którzy przebyli wcześniej zawał serca lub zabieg rewaskularyzacji wieńcowej (poszerzenia tętnicy doprowadzającej krew do mięśnia sercowego), zwężenie naczynia wieńcowego powyżej 50 proc. lub odczuwali ból w klatce piersiowej spowodowany udokumentowanym niedokrwieniem mięśnia sercowego.

Kardiolodzy oczekują się, że im wolniejsze jest tempo bicia serca tych chorych, tym mniejsze jest ryzyko zgonu. Na razie jednak jest za mało danych na ten temat. A od tego zależy, czy wprowadzone zostanie nowe wskazanie do stosowania leków zwalniających czynność serca również u pacjentów ze stabilną chorobą wieńcową.

Specjaliści podkreślali podczas kongresu, że wiele wskazuje na to, że od rytmu serca zależą rokowania tych chorych. Prof. Jean-Claude Tardif z Universiry of Montreal (Kanada) powiedział, że częstsza praca serca negatywnie wpływa na stan wewnętrznych warstw naczyń wieńcowych. Dochodzi do uszkodzenie śródbłonka i zwiększa się ryzyko pęknięcia blaszki miażdżycowej, szczególnie wtedy, gdy puls spoczynku przekracza 80 uderzeń na minutę.

U pacjentów ze stabilną chorobą wieńcową, u których częstość pracy serca przekracza 70 uderzeń/min., zaobserwowano pogorszony stan kliniczny: częściej występują u nich bóle dławicowe oraz epizody niedokrwienia mięśnia serca. „Częstsze bóle źle rokują, mogą być zwiastunem zawału serca” – dodaje prof. Tendera.

U pacjentów objętych badaniem nazwie CLARIFY tętno wynosiło średnio 68,3 uderzeń/min., mimo stosowania u nich leków obniżających rytm serca. Częstość bicia serca większą lub równą 70 uderzeń/min. rejestrowano u 44 proc. badanych.

Z badań na chorobą wieńcową wynika, że najbardziej korzystne jest, gdy częstotliwość pracy serca nie przekracza 60 uderzeń na minutę. Amerykańskie Towarzystwo Kardiologiczne zaleca nawet, by u chorych z chorobą wieńcową wynosiło od 55 do 60 uderzeń.

Obniżenie częstości akcji serca poprawia tzw. frakcję wyrzutową serca. Podejrzewa się, że dłużej trwa wtedy jego rozkurcz, co z kolei poprawia ukrwienie mięśnia sercowego. Poprawia się również funkcja śródbłonka w naczyniach krwionośnych, wolniejszy jest zatem rozwój choroby wieńcowej. Lepsze jest również oboczne krążenie krwi w mięśniu sercowym, zwiększające szanse przeżycia w razie zawału.

Do zwolnienia rytmu pracy serca wykorzystuje się inhibitory ACE, beta-adrenolityki, antagoniści aldosteronu oraz iwabradynę. Ten ostatni lek ma tę zaletę, że działa selektywnie - jedynie spowalnia pracę serca nie obniżając ciśnienia tętniczego krwi, tak jak beta-adrenolityki.

Zbigniew Wojtasiński (PAP) zbw/ agt/


comments powered by Disqus

Nasz serwis używa cookies. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym i że wyrażasz zgodę na ich używanie. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w swojej przeglądarce. Więcej o plikach cookies w Polityce prywatności

PUBLIC !!