Debata PAP: schizofrenia rozpoznawana w Polsce za późno

23 sty 2014 r.

Fot. Shutterstock

Schizofrenia jest diagnozowana w Polsce po roku - dwóch latach od wystąpienia pierwszych objawów. To zdecydowanie za późno - podkreślali psychiatrzy, którzy biorą udział w czwartkowej debacie PAP pt.: "Schizofrenia - perspektywa społeczna, sytuacja w Polsce".

Celem zamkniętej debaty PAP jest wskazanie możliwości i sposobów poprawy efektów leczenia chorych na schizofrenię w Polsce, zmniejszenia liczby i czasu trwania ich pobytów w szpitalu, zapobiegania ich wykluczeniu z życia społecznego i z rynku pracy. Jak wyjaśnił konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii prof. Marek Jarema, na schizofrenię, która jest poważnym zaburzeniem psychicznym, cierpi 1 proc. społeczeństwa, czyli 380-400 tys. w Polsce. Jest diagnozowana głównie u ludzi młodych, między 18. a 30. rokiem życia.

"Mamy dowody na to, że schorzenie ma podłoże genetyczne, nie rozwija się dlatego, że ktoś miał zawód miłosny czy inne stresujące zdarzenie w życiu, choć to może przyspieszyć jej wystąpienie" - powiedział specjalista.

Jak zaznaczył, w Polsce schizofrenia jest często diagnozowana zbyt późno - po roku - 2 latach od wystąpienia objawów. Mogą one mieć charakter niespecyficzny, jak np. rezygnacja z dotychczasowych zainteresowań, brak postępów w nauce, skierowanie zainteresowań w kierunku życia niematerialnego, utrata ciepłego stosunku do najbliższych, czyli chłód uczuciowy.

"Często te odmienne zachowania są uznawane za problemy wieku dojrzewania, dlatego rodzina i chory nie szukają pomocy u specjalisty" - powiedział prof. Jarema.

Tymczasem, wczesne rozpoznanie i wdrożenie terapii może zapobiec rozwojowi choroby i zmniejsza ryzyko, że rozwiną się jej pełne objawy. W ostatnich latach pojawia się tendencja do obniżania się wieku pierwszego epizodu schizofrenii - około 30 proc. z nich występuje między 15. a 18. rokiem życia. Jest to wiek ważny ze względu na ukończenie kształcenia.

Jak przypomniał prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego prof. Andrzej Rajewski, u części pacjentów choroba zaczyna się nagle "wybuchem" psychozy - tj. objawami takimi jak omamy i urojenia. "Szybkie podjęcie leczenia zwykle usuwa objawy, ale później następuje u młodych ludzi depresja, pojawiają się myśli samobójcze" - tłumaczył prof. Rajewski.

Wiąże się to m.in. z tym, że młodzież czyta o chorobie. Poza tym rodzice chcą, by młody człowiek szybko wrócił do szkoły i normalnego życia. "Tymczasem oni potrzebują psychoterapii, monitorowania powrotu do szkoły przez co najmniej 3-6 miesięcy. Nikogo po ciężkim zapaleniu płuc nie wyślemy, by biegał w maratonie. Nie możemy też wymagać, by dziecko po psychozie od razu wracało do szkoły" - tłumaczył prof. Rajewski.

Eksperci zgodzili się, że w zdrowieniu pacjentów ogromną rolę odgrywa ich rodzina.

W debacie PAP uczestniczą: specjaliści z dziedziny psychiatrii, przedstawiciele towarzystw naukowych, a także farmakoekonomiści, przedstawiciele pacjentów i autorzy raportu na temat społecznych konsekwencji tej choroby. Jej przebieg można śledzić online na stronie www.pap.pl. (PAP)


comments powered by Disqus

Nasz serwis używa cookies. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym i że wyrażasz zgodę na ich używanie. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w swojej przeglądarce. Więcej o plikach cookies w Polityce prywatności

PUBLIC !!