Film naturalnym lekiem

25 mar 2014 r.

Fot. Shutterstock

Film jest świetnym narzędziem edukacji dzieci, a dobrze dobrane filmy mogą uczyć dzieci i młodzież świata oraz budowania relacji z innymi - uważają terapeuci, którzy we wtorek wzięli udział w I łódzkiej konferencji o filmoterapii.

Specjaliści z różnych gałęzi filmoterapii z całej Polski spotkali się, żeby zaprezentować swoje doświadczenia na I łódzkiej konferencji "Filmoterapia w obliczu patologii i profilaktyki zachowań".

Filmoterapia to część szeroko rozumianej arteterapii – czyli terapii sztuką. Pierwsze badania na temat terapeutycznych walorów filmu prowadzono już w połowie XX wieku, ale rozwój filmoterapii był możliwy wraz z rozwojem nośników do powielania filmów.

Również medycyna zwraca uwagę na właściwości materiału filmowego jako naturalnego leku. Według specjalistów dobrze dobrany film może powodować wzrost ciśnienia krwi, podwyższone napięcie mięśni, przyspieszenie bicia serca, redukcję bólu; może też działać antydepresyjnie.

Współautorka projektu "Kinoterapia" Lucyna Zembowicz przyznała w rozmowie z PAP, że film jest świetnym narzędziem do edukacji dzieci, choć - jej zdaniem - repertuar polskich kin jest niestety ograniczony do kina sensacyjnego i przygodowego. Ale poza wielkimi hitami amerykańskich wytwórni są też filmy kręcone z myślą o dzieciach i przez dzieci zagrane.

"Z tych filmów dzieciaki mogą się uczyć świata, mogą się uczyć budowania relacji z innymi, mogą się przyglądać jak ich rówieśnicy radzą sobie w różnych sytuacjach, co ich interesuje" - przyznała Zembowicz.

Według niej w filmach młodzi ludzie mogą zobaczyć np. dobre relacje z rodzicami, których czasami brakuje w ich własnym życiu. "Obejrzenie filmu nawet z pakietu Filmoteki Szkolnej, filmu o rodzinie, a potem dyskusja na ten temat w klasie może być dla dziecka początkiem zmiany, wstępem do tego, żeby zastanowiło się nad tym, jak czuje się w swojej rodzinie" - podkreśliła. Jej zdaniem film należy traktować jako narzędzie nie tylko dla terapeutów, ale dla każdego z nas.

Psycholog i arteterapeutka Anna Jędryczka–Hamera przyznaje, że jeśli ktoś ma problem rozwojowy, małżeński, problem seksualny, czy związany z obciążeniem chorobą, można mu zaproponować obejrzeniu filmu, a potem koniecznie trzeba o nim porozmawiać.

"Ta rozmowa o filmie jest najważniejsza" - podkreśliła w rozmowie z PAP Jędryczka–Hamera. Przyznała, że filmem, który zalecała do wspólnego oglądania rodzicom i dzieciom, a następnie do rozmowy o nim, była "Sala samobójców".

Natomiast Marcin Kondraciuk z gliwickiego klubu filmowego "Wrota" do integracji osób wykluczonych niepełnosprawnością wykorzystuje pracę przy wspólnej produkcji filmowej. Niepełnosprawni stają się dźwiękowcami, operatorami kamery, reżyserami, starają się opracować film od strony merytorycznej, technicznej i montażowej.

"Angażujemy ich w cały proces produkcji filmowej po to, żeby efekt finalny była jak najbardziej ich. My stajemy z boku i wspieramy ich wiedzą i doświadczeniem" - powiedział Kondraciuk. Jego zdaniem praca nad filmem wspomaga komunikację osób niepełnosprawnych ze społeczeństwem.

Organizatorem konferencji, która odbyła się w łódzkim magistracie, był Se-ma-for Muzeum Animacji. (PAP)


comments powered by Disqus

Nasz serwis używa cookies. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym i że wyrażasz zgodę na ich używanie. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w swojej przeglądarce. Więcej o plikach cookies w Polityce prywatności

PUBLIC !!