Lekarze o możliwościach poprawy wyników leczenia raka płuca

26 sty 2011 r.

sxc.hu

Badania przesiewowe wśród najbardziej narażonych na raka płuca, refundacja badań genetycznych, pozwalających dobrać leki oraz częstsze stosowanie chemioradioterapii – to działania, które mogą poprawić wyniki leczenia tego nowotworu w Polsce, uważają eksperci. Swoje opinie i propozycje na ten temat zaprezentowali podczas wtorkowej debaty w Warszawie lekarze różnych specjalności zajmujący się terapią chorych na raka płuca.

Jak przypomniał prof. Tadeusz Orłowski z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, w Polsce rak płuca nadal jest zabójcą nr 1 wśród nowotworów złośliwych i to nie tylko w przypadku mężczyzn. W ostatnich latach umiera na niego więcej kobiet niż z powodu raka piersi.

 

Co roku, rak płuca jest rozpoznawany u 21 tys. Polaków. Tylko 10-15 proc. z nich przeżywa 5 lat. Jest to w dużym stopniu związane z tym, że u 86 proc. chorych wykrywa się go w stadium zaawansowanym, gdy doszło do przerzutów i nie można go usunąć chirurgicznie. „Wycięcie guza jest najskuteczniejszą metodą terapii, dlatego kluczem do poprawy wyników jego leczenia jest wczesna diagnostyka” - podkreślił prof. Orłowski.

 

Problem w tym, że niewielkie guzy nie są widoczne na zdjęciach rentgenowskich, a dopiero niedawno w USA wykazano, że badania przesiewowe w grupach ryzyka z użyciem tomografii komputerowej mogą o 20 proc. obniżyć śmiertelność z powodu raka płuca.

 

O skuteczności takich badań przekonywał podczas debaty prof. Tomasz Grodzki z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, gdzie od 5 lat prowadzony jest program wczesnego wykrywania raka płuc, finansowany z budżetu miasta. Objęto nim osoby z grupy ryzyka, tj. palące paczkę papierosów dziennie przez minimum 20 lat (lub dwie paczki przez lat 10) między 55. a 65 rokiem życia. Program ten przyczynił się do wzrostu wczesnej wykrywalności raka płuca w województwie zachodniopomorskim, gdzie wynosi ona ponad 20 proc.

 

Jak wyliczył prof. Grodzki, gdyby w Polsce poddać takim badaniom 1 mln osób z grupy ryzyka, to można by wykryć 5 tys. raków płuca możliwych do usunięcia operacyjnie, z czego 75 proc. byłoby w I stadium rozwoju. Obecnie wykrywa się 3 tys. takich guzów, z czego tylko 25 proc. jest w tak wczesnym stadium.

 

Nakłady na ten program wyniosłyby 0,2 proc. budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ). „Trzeba jednak pamiętać, że większość pacjentów operowanych w pierwszym stadium wraca do pracy i płaci podatki” – przypomniał prof. Grodzki.

 

Jak przypomniał prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy ds. onkologii klinicznej, u chorych, którzy nie mogą być operowani stosuje się chemioterapię, radioterapię i tzw. terapie celowane. Zdaniem specjalisty, ciągle za rzadko jest stosowana chemioradioterapia, która może dać więcej korzyści niż skomplikowana chemioterapia.

 

W pewnej grupie tych pacjentów najlepsze efekty daje podawanie zamiast chemioterapii leku celowanego z grupy inhibitorów kinazy tyrozynowej – gefitynibu. Działa on tylko wówczas, gdy w komórkach nowotworowych obecna jest specyficzna mutacja w genie kodującym receptor nabłonkowego czynnika wzrostu (EFGR). Dotyczy to ok. 10-12 proc. wszystkich chorych - najczęściej niepalących kobiet z gruczołowym rakiem płuca.

<< < 1 2 > >>

comments powered by Disqus

Nasz serwis używa cookies. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym i że wyrażasz zgodę na ich używanie. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w swojej przeglądarce. Więcej o plikach cookies w Polityce prywatności

PUBLIC !!