Po 40. roku życia każdy mężczyzna powinien odwiedzić urologa

21 wrz 2014 r.

Fot. Shutterstock

Po 40. roku życia każdy mężczyzna powinien odwiedzić urologa i oznaczyć stężenie białka specyficznego dla prostaty (PSA) we krwi – powiedzieli PAP eksperci. Pozwoli to ocenić, który z panów jest bardziej zagrożony rakiem prostaty i powinien częściej się badać.

Dzięki temu można wcześnie wykryć ten nowotwór i skutecznie go leczyć - podkreślili specjaliści.

Prostata (inaczej stercz lub gruczoł krokowy) jest gruczołem o rozmiarach kasztana, leżącym wokół cewki moczowej, poniżej pęcherza moczowego. Wytwarza wydzielinę, która wchodzi w skład spermy i umożliwia plemnikom poruszanie się. Jest więc istotna dla płodności mężczyzny. Choć stosunkowo niepozorna, jest jednym z najczęstszych źródeł problemów zdrowotnych u mężczyzn w średnim i starszym wieku – od łagodnego przerostu prostaty po raka tego gruczołu.

„Z łagodnym przerostem gruczołu krokowego potrafimy sobie radzić. Znacznie większe wyzwanie stanowi rak prostaty” - powiedział PAP prof. Piotr Radziszewski, kierownik Katedry i Kliniki Urologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak dodał, najważniejsza wiadomość dla panów jest taka, że do urologa - bez względu na to, czy mają problemy, czy nie - powinni pójść po ukończeniu 40. roku życia. Każdy mężczyzna po czterdziestce powinien mieć też oznaczone stężenie specyficznego antygenu sterczowego - PSA (skrót od prostate specific antigen). Na podstawie tego wyjściowego stężenia możemy przewidywać, który z panów będzie miał większe ryzyko zachorowania na raka prostaty i powinien się częściej badać - wyjaśnił prof. Radziszewski.

Przypomniał, że obecnie rak gruczołu krokowego jest drugim co do częstości występowania nowotworem złośliwym u mężczyzn, a niedługo przesunie się prawdopodobnie na miejsce pierwsze. Liczba przypadków tego raka ciągle rośnie, co ma związek m.in. ze starzeniem się społeczeństwa. W Polsce co roku jest on diagnozowany u ok. 10 tys. mężczyzn, przy czym ok. 4 tys. umiera z jego powodu. Zajmuje on trzecią pozycję na liście zgonów mężczyzn z przyczyn nowotworowych.

Dotychczas w ramach wczesnej diagnostyki raka prostaty zachęcano panów do wykonywania testu PSA po ukończeniu 50. roku życia. „Nowe dane pokazują, że pierwsze oznaczenie stężenia PSA lepiej wykonać około 45. roku życia. Gdy będzie ono niższe niż 1 ng/ml (nanogram na mililitr – PAP), kolejne badania należy wykonać po 5 i 15 latach. Jeżeli stężenie PSA jest równe lub wyższe niż 1 ng/ml, oznaczenie stężenia PSA należy powtarzać co roku do 70. roku życia” - wyjaśnił PAP prof. Piotr Wysocki, prezes-elekt Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej.

Prof. Radziszewski zaznaczył, że jeśli mężczyzna zdecyduje się na wykonanie takiego badania, to jego wynik powinien być zawsze zinterpretowany przez urologa.

Test nie jest bowiem doskonały – podwyższony poziom PSA może występować również w innych schorzeniach prostaty, jak łagodny przerost gruczołu, czy jego zapalenie.

Dalsze postępowanie diagnostyczne, m.in. wykonanie biopsji prostaty, jest uzależnione od takich czynników jak narastanie PSA, wynik badania per rectum (palcem przez odbyt) i wielu innych.

Eksperci podkreślili w rozmowie z PAP, że nawet jeżeli rak prostaty zostanie wykryty, to nie zawsze wymaga leczenia. „Czasami u chorych w podeszłym wieku lub gdy rak prostaty charakteryzuje się niskim stopniem złośliwości, w ogóle nie trzeba prowadzić terapii, tylko wdraża się tzw. aktywny nadzór. Dopiero w momencie postępu choroby nowotworowej rozważa się wdrożenie leczenia” - wyjaśnił prof. Wysocki.

Według prof. Radziszewskiego obecnie wyzwaniem dla medycyny jest określenie, który z nowotworów prostaty jest bardzo złośliwy, agresywny i wymaga intensywnego leczenia, a który ma znikomy potencjał złośliwości i można go obserwować. Specjalista wraz z zespołem przygotowuje obecnie projekt naukowy, który ma za zadanie znalezienie nowych metod diagnostycznych, pozwalających na lepsze rozpoznawanie i klasyfikację raka stercza.

„W USA na przykład nadal wielu pacjentów leczonych jest niepotrzebnie. Bo u części chorych nowotwór ten rozwija się powoli, jak żółw, u innych pacjentów jest to królik, który będzie nam uciekał, a u jeszcze innych – tygrys, który nie dość, że będzie uciekał, to na dodatek gryzie i jest bardzo agresywny. I nam chodzi o to, by szybko leczyć króliki i tygrysy, bo z żółwiami umiemy sobie radzić” - tłumaczył prof. Radziszewski.

<< < 1 2 > >>

comments powered by Disqus

Nasz serwis używa cookies. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym i że wyrażasz zgodę na ich używanie. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w swojej przeglądarce. Więcej o plikach cookies w Polityce prywatności

PUBLIC !!