Stan wyziębionego dwulatka jest nadal poważny

2 gru 2014 r.

Fot. Shutterstock

Stan dwuletniego Adasia, który w niedzielę został znaleziony w małopolskich Racławicach w stanie skrajnego wyziębienia nadal jest bardzo poważny, ale dziecko jest stabilne pod względem krążeniowym i oddechowym – poinformował we wtorek PAP prof. Janusz Skalski ze Szpitala Dziecięcego w Krakowie – Prokocimiu.

Tuż po przywiezieniu do szpitala chłopczyk, który był wychłodzony do 12,7 stop. C., został podpięty do urządzenia ECMO, które umożliwia pozaustrojowe utlenowanie krwi. W tej chwili pacjent już z niego nie korzysta. Chłopiec nadal jest nieprzytomny, oddycha za niego respirator.

"Dobrze funkcjonują nerki, wątroba, jelita i płuca dziecka. Co do mózgu my naprawdę nie wiemy, dopóki dziecko w pełni się nie wybudzi i nie nawiąże kontaktu ze światem zewnętrznym. Pomimo tego, że badania dodatkowe są pozytywne i nie widzimy głębokiej patologii, zawsze istnieje cień niepewności. Zagrożenie życia zawsze istnieje, do momentu, kiedy dziecko nie jest na samodzielnym oddechu i niezależne od leków” – zastrzegł kierownik Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym prof. Janusz Skalski.

„Stan chłopca jest poważny, ale stabilny krążeniowo i oddechowo” – podkreślił prof. Skalski.

Według specjalistów uratowanie osoby o tak wychłodzonym organizmie graniczy z cudem.

Dr Tomasz Darocha z Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej, które działa w Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II mówił PAP, że najbardziej wychłodzona osoba – kobieta ze Skandynawii - której udało się pomóc miała 13,7 stop. C.

„Najważniejsze jest to, że w Małopolsce działa system ratowania pacjentów w głębokiej hipotermii. Liczy się także ogromna wiedza i doświadczenie prof. Janusza Skalskiego i prof. Jerzego Sadowskiego i ich zespołów. Procedury stosowane do tej pory w kardiochirurgii zostały przeniesione do medycyny ratunkowej. Przybliżyliśmy te dwa światy” - podkreślił Darocha.

Dwuletni chłopczyk w nocy z soboty na niedzielę był pod opieką babci i wymknął się z domu. Poszukiwania dziecka ruszyły w niedzielę rano. Chłopca, który był w samej piżamce, znalazł nad brzegiem rzeki ok. kilkuset metrów od zabudowań, zastępca komendanta komisariatu w Krzeszowicach Michał Godyń, zaniósł je do najbliższego domu i tam prowadził reanimację do czasu przyjazdu karetki i transportu dziecka do szpitala.

Jak ustaliła policja babcia chłopca opiekowała się jeszcze dwójką dzieci. Była trzeźwa. Ok. 3 w nocy doglądała dzieci, które spokojnie spały, zniknięcie wnuka zauważyła nad ranem.(PAP)


comments powered by Disqus

Nasz serwis używa cookies. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym i że wyrażasz zgodę na ich używanie. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w swojej przeglądarce. Więcej o plikach cookies w Polityce prywatności

PUBLIC !!