Zabiegi aborcji są bezpieczne

4 mar 2015 r.

Fot. Shutterstock

To nie prawda, że wywoływanie poronienia jest groźne dla kobiety, jak twierdzą niektórzy specjaliści. Z medycznego punktu widzenia, to najbezpieczniejszy sposób zakończenia ciąży – twierdzi amerykański ginekolog prof. David A. Grimes na łamach „Huffington Post”.

Prof. David A. Grimes przez wiele pracował w Centrum Kontroli Chorób (CDC) w Atlancie oraz był członkiem rady zajmującej się monitorowaniem danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Obecnie pracuje w klinice położnictwa i ginekologii University of North Carolina School of Medicine.

Ekspert przywołuje często przytaczane dane sugerujące, że 27 proc. kobiet po aborcji indukowanej cierpi na infekcje trwające co najmniej 3 dni. U 3 do 5 proc. pacjentek dochodzi do trwałej niepłodności, a tych, które zachowały płodności od 3 do 5 razy większe jest ryzyko poronienia, przedwczesnego porodu lub innych powikłań.

Prof. Grimem twierdzi, że nie jest to prawda, bo przeciwnicy aborcji manipulują danymi lub nieprawidłowo je interpretują. Cytuje raport amerykańskiej organizacji działającej na rzecz praw reprodukcyjnych z siedzibą w Nowym Jorku Planned Parenthood, który wykazał, że na 170 tys. indukowanej w pierwszym trymestrze aborcji w Stanach Zjednoczonych odsetek wszystkich powikłań nie przekracza 1 proc.

Specjaliści University of California w San Francisco przeanalizowane dane kalifornijskiego Medicaid dotyczące prawie 55 tys. wywołanych poronień. Wykazali, że powikłania po tym zabiegu występują u 2 proc. kobiet i bardzo rzadko są one poważne. Zaledwie 0,03 proc. pacjentek wymagała na drugi dzień po zabiegu przewiezienia karetką do szpitala.

Z danych Centrum Kontroli Chorób (CDC) wynika, że po zalegalizowaniu aborcji w USA na początku lat 70. XX w. spadła liczna zgonów z powodu usunięcia ciąży. W ostatnich dziesięcioleciach zdarzało się to u zaledwie jednej kobiety na 100 tys. takich zabiegów. „Dla porównania: po wstrzyknięciu choremu penicyliny dochodzi do 2 zgonów na 100 tys. takich podań” – podkreśla prof. Grimes.

Aborcja jest zatem równie niebezpieczna jak pływanie kajakiem, ponieważ w USA zdarza się 1 zgon na 100 tys. osób, które uprawiają taką formę rekreacji – twierdzi specjalista.

Według prof. Grimesa, na powikłania i zgon aż 14 razy bardziej narażone są kobiety, które chcą donosić ciążę i urodzić dziecko. Powołuje się na dane CDC wykazujące, że komplikacje ciąży występują aż u 60 proc. kobiet ciężarnych. Dochodzi do nich zarówno podczas ciąży, jak w trakcie porodu oraz po narodzinach dziecka. W USA dotyczy to ponad 2 mln kobiet.

„Przeciwnicy aborcji twierdzą, że dane dotyczące powikłań po aborcji są zaniżone. To może być prawda, ale zaniżone mogą być również dane dotyczące powikłań związanych z ciążą i porodem” - podkreśla prof. Grimes. Jego zdaniem, jeśli nawet założyć, że tylko statystyki dotyczące wywołanych poronień są niedoszacowane, to i tak w przypadku aborcji ryzyko powikłań jest znacznie mniejsze niż u tych kobiet, które chcą donosić ciążę.

Amerykański specjalista zwraca uwagę, że w Stanach Zjednoczonych stale zwiększa się ryzyko śmiertelnych powikłań u kobiet w ciąży. O ile w 1987 r. zdarzało się 7 zgonów kobiet ciężarnych na 100 tys. żywych urodzeń, to w 2009 r. było ich 18 na 100 tys. (PAP)


comments powered by Disqus

Nasz serwis używa cookies. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym i że wyrażasz zgodę na ich używanie. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w swojej przeglądarce. Więcej o plikach cookies w Polityce prywatności

PUBLIC !!