Chorzy bez prawa wyboru

27 mar 2015 r.

Fot. Shutterstock

Tylko dwa leki, na dodatek refundowane zaledwie w 30 proc. – tyle ma do zaoferowania pacjentom cierpiącym na zespół pęcherza nadreaktywnego polski system ochrony zdrowia. Ministerstwo Zdrowia już w zeszłym roku obiecało chorym, że sfinansuje dwie nowoczesne metody leczenia, ale do dziś nie podjęło żadnej decyzji.

Sytuacja chorych z zespołem pęcherza nadreaktywnego (ang. overactive blodder, w skrócie OAB) nie zmieniła się od lat. Lekarz może im przepisać na receptę ze zniżką tylko leki zawierające tolterodynę lub solifenacynę – substancje o podobnym mechanizmie działania, które u wielu pacjentów wywołują skutki uboczne (np. suchość w ustach) będące przyczyną przerwania terapii. O nowocześniejszym, skuteczniejszym i lepiej tolerowanym leku – mirabegronie – mogą tylko pomarzyć. I pozazdrościć południowym sąsiadom, którzy mają dostęp do znacznie szerszej gamy leków.

– W Czechach, w ramach leczenia podstawowego, refundowanych jest pięć różnych substancji, a na Słowacji sześć. Jeśli to leczenie jest nieskuteczne lub pacjent musi je przerwać z powodu nietolerancji, może skorzystać z refundowanej terapii mirabegronem – mówi Tomasz Michałek, reprezentujący Stowarzyszenie UroConti w World Federation of Incontinent Patiens.

– Każdy z nas inaczej reaguje na leki. Mając do wyboru tylko dwa, jesteśmy często pozostawieni sami sobie, bo jeśli źle reagujemy na którykolwiek z nich, to nie mamy już żadnej alternatywy – tłumaczy cierpiąca od lat na zespół pęcherza nadreaktywnego Teresa Bodzak, przewodnicząca Sekcji Pęcherza w Stowarzyszeniu UroConti. Dodaje, że spośród wszystkich krajów UE tylko w Polsce warunkiem otrzymania recepty na refundowany lek jest wykonanie badania urodynamicznego – bardzo nieprzyjemnego, kosztownego i – jak twierdzą zgodnie lekarze – zbędnego. – Trzeba je robić co roku. U mnie wykonano je już trzykrotnie, ale czwarty raz już mu się nie poddam – mówi Teresa Bodzak.

Chorzy i opiekujący się nimi lekarze mają nadzieję, że mirabegron zostanie wpisany na listę leków refundowanych, skoro otrzymał pozytywną rekomendację Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT). Jednak Ministerstwo Zdrowia od kliku miesięcy zwleka z podjęciem decyzji w tej sprawie. Nie wywiązało się też do tej pory z obietnicy uruchomienia dwóch programów niefarmakologicznego leczenia OAB – zabiegów wstrzyknięcia toksyny botulinowej do ściany pęcherza oraz neuromodulacji krzyżowej. One również mają pozytywną ocenę AOTMiT.

– Skuteczność leczenia pęcherza nadreaktywnego przy użyciu toksyny botulinowej jest spektakularna, jednak pod warunkiem, że iniekcję powtarza się co sześć-dziewięć miesięcy – ocenia prof. Tomasz Rechberger, kierownik Kliniki Ginekologii Operacyjnej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

– To bezpieczna i nad wyraz skuteczna, ale dosyć kosztowna metoda – dodaje dr Wojciech Matusewicz, prezes AOTMiT, która zarekomendowała ją w leczeniu zespołu pęcherza nadreaktywnego w maju 2014 r.

Warto dodać, że w większości krajów UE (m.in. w Niemczech, Austrii, Grecji, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii) zabiegi wstrzykiwania toksyny botulinowej do ściany pęcherza są finansowane w 100 proc. z budżetu państwa.

Kolejnym możliwym etapem terapii OAB jest stosowana na świecie już od 20 lat neuromodulacja krzyżowa, polegająca na wszczepieniu pacjentowi neurostymulatora nerwów krzyżowych – urządzenia redukującego objawy zespołu pęcherza nadreaktywnego. Osoby kwalifikujące się do tej metody muszą jeździć na zabiegi za granicę (głównie do Niemiec i Szwajcarii), ponieważ w Polsce żaden ośrodek ich na razie nie wykonuje. Leczenie za granicą wiąże się jednak ze skomplikowaną procedurą administracyjną oraz koniecznością uzyskania zgody NFZ i konsultanta krajowego w dziedzinie urologii lub ginekologii. W praktyce więc korzystają z tej możliwości pojedyncze osoby. A AOTMiT wydała pozytywną rekomendację dla tej terapii już we wrześniu ubiegłego roku.

Prof. Zbigniew Wolski, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego, nie ma wątpliwości, że zabiegi neuromodulacji krzyżowej powinny być wykonywane wyłącznie w ośrodkach specjalizujących się w urologii czynnościowej. Biorąc pod uwagę niewielką liczbę pacjentów, którzy kwalifikują się do tej metody leczenia, wszczepianiem i kontrolowaniem pracy neuromodulatorów mogłyby zajmować się – według niego – dwa, trzy takie wysokospecjalistyczne ośrodki.

<< < 1 2 > >>

comments powered by Disqus

Nasz serwis używa cookies. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym i że wyrażasz zgodę na ich używanie. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w swojej przeglądarce. Więcej o plikach cookies w Polityce prywatności

PUBLIC !!