Raport specjalny: Niepłodność - przyczyny, metody leczenia

Seks na minuty i badanie nasienia – czyli trudne rozmowy o męskiej płodności

6 paź 2015 r.

Fot. Shutterstock

Niepłodność to problem pary. Nawet, jeśli jakieś nieprawidłowości leżą po stronie jednej osoby, w badaniach i leczeniu muszą uczestniczyć oboje partnerzy. Pokutuje stereotyp, że mężczyźni unikają badań, boją się już na etapie stawiania diagnozy, bo mogłoby się okazać, że coś jest z nimi nie tak. O udziale mężczyzn w leczeniu niepłodności rozmawiamy z Łukaszem, który od 5 lat leczy się z partnerką i nie unika trudnych dla mężczyzn badań.

Dobre Badanie: Bierzesz czynny udział w leczeniu wraz ze swoją partnerką. Jak to wszystko wyglądało na początku? Kiedy doszliście do wniosku, że czas zacząć się leczyć?

Łukasz: Długo odkładaliśmy decyzję o staraniu się o dziecko. Studia, praca, własne mieszkanie, wyjazdy. Zawsze było coś ważniejszego. Coś, co odciągało nas od podjęcia decyzji. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że już czas na nas. I chyba jak każda para zaczynająca taką „przygodę”, pomyśleliśmy chwila i będziemy w ciąży. Był listopad. Pomyśleliśmy, że zabieramy się za sprawę i na święta w ramach dodatkowego prezentu powiemy rodzicom. Niestety nie było dobrych wieści. Ale to pierwszy miesiąc starania, więc spokojnie przeszliśmy dalej. Po kilku miesiącach, może pół roku, moja żona wybrała się do ginekologa. Dla nas był już to długi czas starania się o ciążę. Miła pani ginekolog, jak usłyszała, że minęło 6 miesięcy delikatnie wyśmiała moją żonę. Że wyluzować się trzeba. Pójść na rankę… Przypuszczam, że nawet dokładnie nie zbadała mojej żony, ponieważ pewnie zauważyłaby obraz policystycznych jajników na USG, co ułatwiłoby podjęcie decyzji wizycie w klinice niepłodności. Z drugiej strony sposób, w jaki moja żona została potraktowana przez lekarza i tak przyśpieszył nasze myślenie o tym, że coś musimy zrobić. Moja żona trafiła wtedy na kilka miesięcy do prywatnej kliniki ginekologicznej. Tam zaczęła pierwsze poważniejsze badania, w tym sprawdzanie drożności jajowodów. I kilka miesięcy cykli stymulowanych. Dla mnie mimo wszystko był to czas, kiedy ja stałem z boku. Nie skupialiśmy się wtedy nad moimi badaniami. Po kilku miesiącach lekarz powiedział, że on nic już więcej nie jest w stanie zrobić. I czas udać się do kliniki leczenia niepłodności. Pierwsza wizyta w klinice leczenia niepłodności, to jest według mnie, ten etap, kiedy stwierdziliśmy, że to już poważniejszy problem i musimy się leczyć.

DB: Staracie się o dziecko już długo. Jak wygląda rola mężczyzny w walce z niepłodnością?

Ł.:Ja mogę mówić tylko ze swojej perspektywy. Czyli mężczyzny, którego partnerka jest niepłodna. Nie wiem, jak wygląda taka walka u mężczyzny, który sam jest niepłodny. Nie wiem, czy byłbym też tak otwarty na wszystkie działania. Biopsja jąder, z których bezpośrednio pobierane są plemniki, nie jest zbyt łatwym etapem do przejścia. W mojej sytuacji, to raczej sprawa wsparcia dla partnerki. No i „robienie za pielęgniarkę”, ponieważ wszystkie zastrzyki – a było ich bardzo dużo – robiłem ja. Pierwsze zastrzyki zawsze są najtrudniejsze, później to wchodzi w krew, więc nie ma co się stresować takimi rzeczami.

DB: Od samego początku braliście udział w leczeniu razem?

Ł.:Samotność we dwoje, tak odbiera się walkę z niepłodnością. Walkę o dziecko. Bez względu, po której stronie stoisz, czy niepłodność dotyczy ciebie, czy twojej partnerki. Wywraca całe życie do góry nogami. Każdy przeżywa to w sobie na swój sposób. Nawet jak się jest na stopie partnerskiej i dużo się ze sobą rozmawia, część rzeczy pozostawiamy w naszych głowach. Na początku byłem raczej biernym obserwatorem. Jak coś jest nie tak z płodnością, w pierwszej kolejności bada się kobieta. U nas właśnie tak było. Chodziłem z partnerką na wizyty, często byłem razem z nią w gabinecie, ale mimo wszystko cała uwaga skupiona była na początku na niej. Może to jest też związane z tym, że aby trafić do kliniki leczenia niepłodności, najpierw trzeba przejść długą drogę. A my mężczyźni nawet nie wiemy jakie badania powinniśmy zrobić. Kiedy poszliśmy do kliniki leczenia niepłodności, przyszła pora na mnie. Na moje badania. Od tamtej pory biorę aktywny udział w naszym leczeniu. Z premedytacją mówię „w naszym leczeniu”, bo pomimo, że ja jestem zdrowy, to problem niepłodności zawsze dotyczy pary.

<< < 1 2 3 4 5 6 7 > >>

comments powered by Disqus

Nasz serwis używa cookies. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym i że wyrażasz zgodę na ich używanie. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia w swojej przeglądarce. Więcej o plikach cookies w Polityce prywatności

PUBLIC !!